Świątecznie

Cars and toys, white
Horses are crossing the sky
Riding. no one knows how
Icy and cold it is to get up and
Stand and move
Towards your dreams
Mind your aims
Achieve what you wi-
Sh!! Yourself a Merry.

List

Kochani R.,
U mnie wszystko
z resztą przecież jak zawsze
wiecie

skąd te lata i jesienie
i dlaczego
anioły puch zrzucają z góry
na drzewa i głowy
i skąd te miłości i dysrytmia
jaki róż na paznokciach
a nocą sen
i czemu czarna bielizna wciąż

I tylko w ostatnich słowach
szybkim krokiem
chciałam powiedzieć, że
jesień była jakby dłuższa
a ja

zupełnie nie wiedząc, dlaczego
akurat w tym roku
tęsknię bardziej niż zwykle

Przystanek

Chciałabym być dzieckiem.
Wszyscy by się do mnie
uśmiechali
nawet
Pani w sklepie
a mój stary znowu
o jaka śliczna dzicia
kilo ziemniakow
chłopiec czy dziewczynka
proszę
jaka do mamy podobna
wie pani, co to sie porobiło
na tym świecie.

A ja bym w wózku
siedziała
oceniała
po wzroście i
po tym, jak śmiesznie
tupią nóżkami gdy mróz i
po oczu kolorze i
dołeczkach
w policzkach
gdy się śmieją i

po śnieżności zębów
długości spódnicy
twarzach uśmiechniętych ponurych
I tylko czasem zamyślonych
szukających
pytających

gdzie w tym wszystkim
jest prawdziwa radość

Lament Waniliowy

pozostał po Tobie zapach
na rzeczach
w szafce
na pościeli
już nie
już dawno nie
jak pachniesz Ty
pamiętam

pozostał po Tobie zapach
mydła fa
pól waniliowych i
lawendy
nie dokończonych perfum
nie zaczętych kremów

czasami się zastanawiam, jak pachniałaś.
otwieram wtedy szafę
której niedługo już nie będzie
i wtulam nos pomiędzy półki
tam, gdzie ciepło i spokojnie
tam, gdzie jesteś Ty
jedyna, jaką mam

mamo

Do Re

Wiatr północny
(tak powiedzieli w telewizji)
potargał myśli
pod rozczochranymi włosami

Wplątał w nie liście
ususzone, chyba
w poradniku majstra budowlanego
mokre, chyba
zapłakane anielskimi łzami

Staruszka w parku niechcący wspomina
wiosny zimy jesienie
staruszka w parku niechcący wspomina
lata
co już dawno były
minęły

Ktoś kiedyś rzucił jej słowem
mądrym dobrym zawistnym
na wiatr

A potem puszczała latawce
łapiąc każdy powiew słońca

Nie dziś

Carlos

Jest coś niesamowitego w smutku
Kiedy zadarty nos
-wreszcie-
wchodzi w strusie buty szyi
schowanej głęboko w ramionach.
Jedno spojrzenie na świeczki
pląsający płomień.
Gdyby tylko mógł,
zatańczyłby nawet w kieliszku.
Igrając ze swym przeznaczeniem,
Za nic miałby walkę żywiołów.

Przecież ogień może wszystko.

Bazylli

Smoku bazyliowy
w odcieniu pomidorów
wysłuchaj mych próśb.
One są przecież tak bliskie
memu sercu.
twej ojczyźnie.

Smoku bazyliowy
w odcieniu pomidorów
pomóż.
Przecież bajki się
umegarzeczywistniają
a sny spełniają.
Sama wczoraj widziałam
w jednej telenoweli.

Smoku bazyliowy
w odcieniu pomidorów
spraw
by dobro z dobrem
bez zła chodziło drogą
a ciężarówki łez
wykopsnięte w atmosferę
może
niech innym służą za zapasy wody.

Tylko pomóż najpierw mi,
Smoku bazyliowy...

not twice

Ukradłam raz szkota
(Once, when I was drunk)
na zajęciach z wiedzy o niewiadomoczym.

Myślę:
szkoda, że nie choćby włocha.
Jak zawsze, mądra polka poniewczasie.
Bo wisi teraz siwy
(nie szpakowaty, niestety)

przyklejony
niczym innym, jak taśmą
(Scotch tape)
do fragmentu mapy kraju górali i wrzosów.

Gdybym ukradła ciebie,
nigdy przenigdy nie
pozwoliłabym ci tak wisieć.

lila-róż

Szczęściem
jak lakierem
-do paznokci-
w kolorze lila-róż

zapaćkałam sobie ręce.
W kropki
-Opalone-
Lila-róż.

I co teraz?
Przecież głupio tak, ot,
ścierać z rąk
szczęście.

a t y a j a

Wyciągnę cię na spacer
a ty
będziesz radośnie marudził,
że deszcz.
Kupimy jabłoń.
Albo czereśnię.
Ty
zbudujesz nam dom
a ja
wybiorę okna
i może jeszcze płytki
na ten taras z piaskowca.
Raz kiedyś zadzwonię
do ciebie
Powiem:
Proszę mnie uratować.
A ty
zapytasz czy możesz za godzinę.
Zgodzę się.
Przecież
to musi być urocze
nigdy przenigdy
nie staczać walki.

Buszmenka

Nie walcz ze mną.
Wystarczy, że sama to robię.
Dla świętego spokoju
swojego
mojego
oddaj władzę
temu, kto silniejszy.
Mnie,
oddaj mnie!
Wiesz, przecież
to pokój jest normą
nie walka.
Dla ciebie
Dla mnie
trzymaj się z daleka
najlepiej.

wystarczy

wolność potrzeb
wielość poglądów
walka charakterów
wszystko to
na małej powierzchni głowy.
skazani na walkę
zawieramy rozejm
z rumieńcem na twarzy
jednym - na dwoje
wystarczy

zostań

zostaniesz?
moją walentynką
dziś
na noc
na zawsze
na trochę
chociaż
nie daj się prosić,
proszę...
zostaniesz?
zamknę cię w dłoni
albo w sobie
jeśli będzie ci
za zimno
za gorąco
na chwilę
chociaż
proszę
zostań

uśmiech

No przecież wiesz, co to znaczy
gdy choć raz się zobaczy
uśmiech taki od ucha do ucha

I jeżeli uda mi się go utrzymać
Na chwilę chociaż dłużej,
To być może dołożę coś od siebie
Do ponurej historii świata

Inaczej

Bo tutaj jest inaczej.
Powietrze pachnie
deszczem.
Czarna porzeczka jest
wyjątkowo słodka.
Nalewki są
mocniejsze.
Kot prycha
na zakazy.
Pewnie dlatego tutaj jest
inaczej.
Dobrze.
Na przekór
mnie i moim postanowieniom.

Lewo

znalazłam Anioła.
Leżał na ulicy, ubrudzony, szary.
Z przekrzywionym skrzydełkiem.
Lewym.
Dlatego, że od serca.

Podeszłam do niego
z litością
a on serdecznie podziękował.

Pomogłam mu wstać na prawie równe nogi,
chociaż wiem,
zupełnie jak w tym dowcipie,
z ziemi się nie podnosi.

Przecież nie mogłabym zostawić go na ulicy
Jeszcze by go ktoś przygarnął,
i nie oddał.

A to przecież jest mój Anioł.
Z przekrzywionym lewym skrzydłem.
Lewym, bo to od serca...

lustro

w i e l k i e z d z i w i e n i e w czerwonych butach
przyszło oznajmić swą obecność
stukając obcasami
w
tylko-czarne-kafelki
a już w zupełności
w-żadnym-wypadku-nie-białe.

w i e l k i e z d z i w i e n i e w czerwonych butach
za more than I can afford
patrzyło na mnie przeokropnie długo
sponad wysokości szpilki

i
NAGLE
po
DIABLE

dotarło do mnie, że
przecież to ja jestem

w i e l k i e z d z i w i e n i e w czerwonych butach

sen

leżałam nago otoczona krwią
w łóżku pachnącym jeszcze nocą.

Pan w różowej koszuli
przykrótkawym kitlu
przyszedł
obwieścił, że poroniłam.
Przykro mi.

ale

To niemożliwe
Proszę Pana
przecież Ja nigdy
nie byłam w ciąży

mogłabym

mogłabym być ptakiem
spacerującym

beztrosko w alejce parkowej.


mogłabym być liściem
frunącym

wraz z wiatrem z miejsca na miejsce.


mogłabym być strumykiem
płynącym

odważnie tam, gdzie chce.


Byłabym kim tylko chcesz...
Gdybyś tylko się tu pojawił.

speranza

a gdy zielony listek spadnie na twą głowę,
wplącze się we włosy i potarga marzenia,
oplecie twe myśli, rozszerzy źrenice,
od słońca ochroni i od deszczu zakryje...
nie pozwól podstępnemu z wiatrem porwać go dalej.

Poznań Poetów

Obrazy nanizane na sznurek narracji
-jest to wynik przekonania,
że przekład nie powinien konkurować z tekstem

o r y g i n a l n y m .

To, co dobre, zostaje wyparte
a ironia jest za - mierzona

m e t o d ą p r ó b i b ł ę d ó w .

Ta cała deklaracja dominanty semantycznej jest zasadnicza
ale, prawda, dużo więcej roboty by trzeba było włożyć
w ana
lizę
.

S a m e r o j e n i a w y s t a r c z ą .
W końcu żaden przekład nie jest oryginałem.


forbidden

Zapisane po kryjomu wspomnienie nocy

Nie pozwala wygasnąć upragnionym uczuciom.


Skrzętnie, by nic nie umknęło ulotnej pamięci,

Jakby ze strachu, że nie zapisane

Zapadnie się w surowość czarno-białego dnia.


I, nim wątły płomień przeniknie przez żaluzję nocy,

Ty wrócisz, kładąc rękę na mej piersi


I, nim obudzi mnie bolesny dźwięk metalu,

Ty wrócisz, szepcząc delikatne słowa pożądania


I, nim złapię ostatni miarowy oddech nocy,

Ty wrócisz, by na chwilę spojrzeć w moje oczy


I nim je otworzę, zdążysz powiedzieć, że są piękne.


Jak potajemni kochankowie spotykamy się

By grzeszyć pod zasłoną moich rzęs.

slalomem między piegami

Slalomem między piegami

Spływa łza pragnienia


Nierówną granicę snu i marzenia

Zaciera twoja dłoń splątana z moimi włosami


Niezapomniane słowa wyryte w pamięci,

Potajemne spojrzenia i umowne gesty,

Wszystko zaplecione w konwenanse zachowań

Mówią to, czego nie można zobaczyć.


Przystanęłam na chwilę

I spojrzałam na ciebie z ukosa,

By ujrzeć krystaliczny obraz

Niezmącony opiniami krytyków.


Zamiast tego jak na dłoni

Zobaczyłam własnego Ciebie.

Jedynego jakiego potrafię,

Jedynego jakiego nie...


I slalomem między piegami

spłynęła łza pragnienia

szybko starta twoją dłonią

by nie spotkała się z ustami

przysiadłam

Przysiadłam dziś na twoim policzku

Zmieszana ze światłem księżyca

I odziana w mgłę nocy.


Nieświadomie wsysałeś mnie w siebie

Z każdym głębszym oddechem.


Przysiadłam dziś na twym policzku

Ukryta w naprzemiennych falach

Świateł i cieni tycjanowskich kłosów.


Zatańczyłam taniec brzucha stojąc na rzęsach

Mini dialog z własnym sumieniem.


Przysiadłam dziś na twoim policzku

Jak wpadająca przez odsłonięte okno

Wysublimowana smuga cienia.


Przyszłam bezpruderyjnie wedrzeć się w twój sen

Rozebrana z zawoalowań osobowości.


I zanim wsunę się przez półotwarte usta

W podszewkę snu i nieświadomości

Przysiadłam spokojnie, jak marzenie

Na twoim policzku.

zawrotnie

Włożyłam rękę w nie swoją przyszłość

Zapominając, że liczy się tylko dziś.

Nie udało mi się cofnąć tamtego spojrzenia

Zapominając, że nie liczy się wczoraj.

Spróbowałam pozbyć się ciebie z nocnego podbicia powieki

Ale zapomniałam, że z tobą to nie możliwe.

A krnąbrna wiewiórka

Rzuca szyszkami w śpiew ptaków

Zamieszany szumem wiatru.

Myśli, że jej psoty są zabawne.

I, o zgrozo, ma rację.

chocolate hearts

If the sky couldn't stand

It's divinity anymore

and

If gods tired of their duty

Would deny being almighty


Chocolate hearts would melt

With the first glamour of the sun


Destroying completely white minds

stara baśń

Narrator od starej baśni

W wymiarze gwiezdnych wojen

Opowiada nieznane historie

Ludziom o płonących myślach.


Zamglone spojrzenia rzucone przypadkiem,

Zapatrzone w przelotne wspomnienie uśmiechu;

Zimne dłonie skrzętnie upchnięte w kieszeniach

Zapobiegają wymknięciu się nieoszlifowanych uczuć


Chciałabym zatrzymać tę ulotność obrazu

Oprawić ją w ramiona ograniczonej zmysłowości.

A niedoskonałości...

Pokryć perfekcyjnym pędzlem rzęs

wena niskich lotów

Wena niskich lotów opętała mą duszę.

Zanim przestanę łapać słowiki w siatkę na motyle

Pozwól, że w cieniu powiek szkic twój ukryję


Złapałeś moje myśli w kosmiczny wymiar snu,

Między gwiazdy włożyłeś moje pragnienie wieczności...


"O pani! Król umarł!"


Dziwię się sama sobie.

dusza 2

Gdzie dusza miesza się z ciałem,

Gdzie demony światła przekraczają granicę mroku,

Przechodzi jedno, nie-wielkie stworzenie

W białej szacie diabła.

Fiolet

Zamknęłam dziś swoje myśli w szafce na bieliznę,

Pomiędzy wspomnieniem perfum a marzeniem o gorsecie.

Zapachniało fiołkami i jaśminem...

Fioletem wampira niechcąco przyprószonym śnieżnością nadziei.

a proszę was bardzo;)

jak obiecałam:) zamieszczam moje translacje z konkursu... który wygrałam;)

gdyby były wątpliwości , to GINGER-HAIR KATZEL to ja :D

Oda do dywanowego konia

Oda do dywanowego konia ( autor: dywanowy rycerz :) )

Mam konia – piekielnie dobrego konia mam

Nie ma takiego nikt, kogo znam.

Wie on ode mnie lepiej jaka lepsza jest droga,

Prowadzi go nos, za nim idzie noga.

Z nieujarzmioną energią biegnie doń

On - dywanowy koń!

Masz więc ty siodło – pytasz mnie czy ja też?

Z lejcami, rycerzem, wszystko w kolorze beż?

Nie, kolego, nie mam, głośno mówię nie!

Drukowanymi literami napiszę jeśli nie rozumiesz mnie.

Toż to baranie jest wełniane z barana siodło,

Dywanowe siedzonko, by w tyłeczek nic nie bodło.

Napisałem ten kawałek- piekielnie dobry kawałek,

Sprzedam go za lodów kilka gałek.

Nie jednak do brukowej gazety,

Do wyższych celów stworzony, pasuje tam jak wół do karety.

Co więc sądzisz o tym drogi mój panie?

Ach, toż to zwykłe rymowanie.



(Oryginał) : Ye Carpette Knyghte
by Lewis Carroll

I have a horse - a ryghte good horse -
Ne doe Y envye those
Who scoure ye playne yn headye course
Tyll soddayne on theyre nose
They lyghte wyth unexpected force
Yt ys - a horse of clothes.
I have a saddel - "Say'st thou soe?
Wyth styrruppes, Knyghte, to boote?"
I sayde not that - I answere "Noe" -
Yt lacketh such, I woote:
Yt ys a mutton-saddel, loe!
Parte of ye fleecye brute.
I have a bytte - a ryghte good bytte -
As shall bee seene yn tyme.
Ye jawe of horse yt wyll not fytte;
Yts use ys more sublyme.
Fayre Syr, how deemest thou of yt?
Yt ys - thys bytte of rhyme

Wierszyki

(moje tłumaczenie) : Wierszyki

Był sobie raz na wzgórzu starzec,

Co odpoczywał tylko gdy w kalendarzu był marzec;

Wbiegał sobie z dołu do góry,

W babcinej koszuli po raz nie wiem który,

Wystrojony tak ze wzgórza starzec.


Był sobie raz z Leeds staruszek,

Co zjadał codziennie kilo gruszek;

Na stołku siadał,

Różaniec odmawiał,

Całkiem pokorny ten z Leeds staruszek.

Był sobie raz staruszek z Ischii,

Który szaleństwa miewał przebłyski.

Skoczne odstawiał tańce,

Pijał wiecznie grzańce,

Ten żywiołowy starzec z Ischii.



(oryginał) : Limeryki
There was an Old Man on a hill,
Who seldom, if ever, stood still;
He ran up and down,
In his Grandmother's gown,
Which adorned that Old Man on a hill.

There was an Old Person of Leeds,
Whose head was infested with beads;
She sat on a stool,
And ate gooseberry fool,
Which agreed with that person of Leeds

There was an Old Person of Ischia,
Whose conduct grew friskier and friskier;
He dance hornpipes and jigs,
And ate thousands of figs,
That lively Old Person of Ischia

yourassleading sitting

(moje tłumaczenie) : "yourassleading sitting"

sittingnasses

are kicking my ankle under the ...ble

think are those legs of mine

tab

they say : apologise(er)

I say : isn't me

But know me is me

Er apo er log

Er er er


(oryginał) :Miron Białoszewski

"Usięwodzenie siedzenie"
siedzeniowości
kopią mię w kostkę pod sto...
myślą że to nogi me
bla
mówią przepraszam(y)
a ja mówię że to nie ja
a wię że to ja
y prze y pra
y y y

The Artist and the Authorities

(moje tłumaczenie) :

The Artist and the Authorities

Unsligutted Mighty Earls pompously fluff up bombettees,

Swollen sliguts naveminate autholved trumpettees.

Little filthy skinny laddie in his little slot fumbles with a stick,

Dried-up rolly he grinds on the grater very metallically thick.

Little filthy skinny laddie disligutted into goblagant's marshes,

Stick – has swollen into champ,

Mighty Earls – as tripes occurred in Wednesday of Ashes,

And sliguttes in trumpets trump.

(oryginał) :Stanisław Ignacy Witkiewicz

Artysta i Znawcy
Rozbemboszeni wielmoże napuszają bomby,
Bombochy wzdęte pępią rozpuczone trąby.
Mały chudzielec tykwi patyczkiem w swej szparce,
Suchą bułeczkę rozciera na metalowej tarce.
Rozbemboszył się w baczambarę chudzielec,
Patyczek - rozpuchł mu się w pałę,
Wielmoże - jako flaczki się stali w Popielec,
A bomboszki w trąbki gwiżdżą małe

GLOSSARY :)

Bomboch – bebech + bambosz = sligutt

Baczambara –baba co ma czar czyli jędza ;) = goblagant's marsh

Rozpuczony – rozpuszczony uczony = autholved

Pępić – pępek tępić = naveminate

Zofia

Madame Sophie dniem nudzi się i ziewa,
A nocą - oczy jej rosną.
Coraz to inny humor przywdziewa
igrając strofą miłosną.
Euforyczna woń perfum jej loki spowija,
jęki wspomnień unoszą się nad nią -
Kwiatem przedziwnym zda się Zofija...
A jakimż to kwiatem?
Niech zgadną.
(A.Osiecka)