ech, to szczęście...

Ech to szczęście..
Się tak czai, i skoczyć nie może
- z mostu chyba..
- nie, nie z mostu.
Do głowy i do serca.
niechciane wskakuje, rozpycha się łokciami
a to którego my chcemy...

moherowy cmentarz

moherowy cmentarz pustki powstałej
niewiadomo skąd i dla kogo...

zbyt wcześnie ściętej wiśni kwiat zległ
--wśród innych--
na mrocznym wysypisku marzeń

Bóg namieszał mi w piaskownicy

bóg znowu namieszał mi w piaskownicy
kazał mi zabierać klocki i iść do domu
potem spojrzał w księgę mego życia
usiadł i płakał...

próbował mnie przeprosić
wyprostować moje życie
niczym złota rybka chciał spełnić moje trzy życzenia
cały czas płakał...

wszystko jest w moich rękach
za wszystko ja ponoszę odpowiedzialność
na nikogo nie mogę zrzucić winy...
ale nie dam im wszystkim pieprzonej satysfakcji
już nigdy nie będę się liczyć z ich zdaniem
nawet gdy będą płąkać...

zrobię wszystko co w mojej mocy
by nie dać im się zmiażdżyć
by móc codziennie ze świętym spokojem ujrzeć siebie
w lustrze bez łez w oczach

powiedziałam to bogu
wszystkie parszywe moce tego świata przyszły
by mnie wysłuchać
a ja mówiłam, ze łzami w oczach krzyczałam

że nie będę pokornie jak baranek szła na rzeź
gdy inni świętują kolejne zwycięstwa

a bóg siedział i kiwał głową
niczym dobroduszny starzec na emeryturze

siedział i się uśmiechał
a ja miałam w oczach łzy...

***

miałam dzisiaj na czacie spotkanie
z Johnem Lenonem.
Stary pijak z niego, nie ma co
Blady i ciągle krwawiący po feralnym postrzale.

Powiedział, że widział moich starszych
mieszkają podobno w jednym pensjonacie
"pod chmurką tytoniu" czy jakoś tak.

codziennie wieczorami razem grają w karty.
podobno whiskacz leje się tam strumieniami,
a moja mama śpiewa kołysanki dzieciom,
dla których pokoje w niebie zostały przygotowane
zanim zdążyły one posmakować wszystkich pokus
i perwersji tego świata.

Tata już podobno nie jest taki nerwowy.
Śmieje się tylko, że jego garnitur nawet tam ma ślady
Pogryzień przez mole.

Mama nie ma nadciśnienia i cukrzycy
A tata nie męczy się z obrzękiem mózgu.
Znikły ślady po tracheotomii
I nie potrzebne są już sztuczne szczęki

Johny mówi spoko, babe
Nieprędko się z nimi spotkasz
Już oni zadbali o to by twoja linia życia była
Długa aż nadto

Johny mówi że dają radę
Razem, uśmiechnięci, objęci
Jak wtedy, zanim jeszcze wszyscy zaczęli wpieprzać się w ich życie
W rytm jakieś durnej łzawej melodii z melodramatu

Wędrują tam, gdzie kończą tylko dobrzy ludzie

pozostawiam to Twojemu sumieniu

kochana babciu
skoro nas tak bardzo wszystkich kochasz
skoro nas tak wszystkich zawsze bardzo chwaliłaś
skoro tak bardzo chcesz
nieistniejącej
nigdy zgody w rodzinie bo
nigdy prawdziwej rodziny nie było
przecież wiesz


kochana babciu
może trzeba by wreszcie skończyć z życiem
pełnym

nieprawdziwych wyobrażeń o sobie
nieprawdziwych ocen ludzi
nieprawdziwej prawdy przez tyle lat
skrzętnie ukrywanej w starej drewnianej szafie
na półce gdzieś między paskiem od pończoch
a zdjęciami ze ślubu ukochanego wnuka


kochana babciu
kiedy wreszcie przejrzysz na oczy
będziesz je miała już dawno zamknięte
i szacunek którego tak bardzo oczekujesz...
dopiero zobaczysz ile znaczyłaś dla ludzi
nikomu tak naprawdę nie zależy
ale to twoje życie które de facto
nie należy już do ciebie


kochana babciu
już dawno zaprzedałaś duszę diabłu
usprawiedliwiając ROMANs syna
usprawiedliwiając słabości córki
szukając winnych za śmierci
szukając winnych za twoje błędy
gdy już spoczniesz w drewnianej skrzyni
bo przecież tak bardzo boisz się płomieni
będzie już za późno
nawet palcem nie kiwniesz


wiedz tylko że ja nie zapomnę nigdy,
to jedyne co Ci mogę obiecać,

twoich pretensji wobec taty,
naszych spacerów na łąki,
twojego nieuzasadnionego wstydu za moją chorą mamę
pokazowej religijności i pieniędzy
dawanych wszystkim poza nami

ale to JA zostawiam to Twojemu sumieniu
kochana babciu

Zofia

Madame Sophie dniem nudzi się i ziewa,
A nocą - oczy jej rosną.
Coraz to inny humor przywdziewa
igrając strofą miłosną.
Euforyczna woń perfum jej loki spowija,
jęki wspomnień unoszą się nad nią -
Kwiatem przedziwnym zda się Zofija...
A jakimż to kwiatem?
Niech zgadną.
(A.Osiecka)