forbidden

Zapisane po kryjomu wspomnienie nocy

Nie pozwala wygasnąć upragnionym uczuciom.


Skrzętnie, by nic nie umknęło ulotnej pamięci,

Jakby ze strachu, że nie zapisane

Zapadnie się w surowość czarno-białego dnia.


I, nim wątły płomień przeniknie przez żaluzję nocy,

Ty wrócisz, kładąc rękę na mej piersi


I, nim obudzi mnie bolesny dźwięk metalu,

Ty wrócisz, szepcząc delikatne słowa pożądania


I, nim złapię ostatni miarowy oddech nocy,

Ty wrócisz, by na chwilę spojrzeć w moje oczy


I nim je otworzę, zdążysz powiedzieć, że są piękne.


Jak potajemni kochankowie spotykamy się

By grzeszyć pod zasłoną moich rzęs.

slalomem między piegami

Slalomem między piegami

Spływa łza pragnienia


Nierówną granicę snu i marzenia

Zaciera twoja dłoń splątana z moimi włosami


Niezapomniane słowa wyryte w pamięci,

Potajemne spojrzenia i umowne gesty,

Wszystko zaplecione w konwenanse zachowań

Mówią to, czego nie można zobaczyć.


Przystanęłam na chwilę

I spojrzałam na ciebie z ukosa,

By ujrzeć krystaliczny obraz

Niezmącony opiniami krytyków.


Zamiast tego jak na dłoni

Zobaczyłam własnego Ciebie.

Jedynego jakiego potrafię,

Jedynego jakiego nie...


I slalomem między piegami

spłynęła łza pragnienia

szybko starta twoją dłonią

by nie spotkała się z ustami

przysiadłam

Przysiadłam dziś na twoim policzku

Zmieszana ze światłem księżyca

I odziana w mgłę nocy.


Nieświadomie wsysałeś mnie w siebie

Z każdym głębszym oddechem.


Przysiadłam dziś na twym policzku

Ukryta w naprzemiennych falach

Świateł i cieni tycjanowskich kłosów.


Zatańczyłam taniec brzucha stojąc na rzęsach

Mini dialog z własnym sumieniem.


Przysiadłam dziś na twoim policzku

Jak wpadająca przez odsłonięte okno

Wysublimowana smuga cienia.


Przyszłam bezpruderyjnie wedrzeć się w twój sen

Rozebrana z zawoalowań osobowości.


I zanim wsunę się przez półotwarte usta

W podszewkę snu i nieświadomości

Przysiadłam spokojnie, jak marzenie

Na twoim policzku.

zawrotnie

Włożyłam rękę w nie swoją przyszłość

Zapominając, że liczy się tylko dziś.

Nie udało mi się cofnąć tamtego spojrzenia

Zapominając, że nie liczy się wczoraj.

Spróbowałam pozbyć się ciebie z nocnego podbicia powieki

Ale zapomniałam, że z tobą to nie możliwe.

A krnąbrna wiewiórka

Rzuca szyszkami w śpiew ptaków

Zamieszany szumem wiatru.

Myśli, że jej psoty są zabawne.

I, o zgrozo, ma rację.

chocolate hearts

If the sky couldn't stand

It's divinity anymore

and

If gods tired of their duty

Would deny being almighty


Chocolate hearts would melt

With the first glamour of the sun


Destroying completely white minds

stara baśń

Narrator od starej baśni

W wymiarze gwiezdnych wojen

Opowiada nieznane historie

Ludziom o płonących myślach.


Zamglone spojrzenia rzucone przypadkiem,

Zapatrzone w przelotne wspomnienie uśmiechu;

Zimne dłonie skrzętnie upchnięte w kieszeniach

Zapobiegają wymknięciu się nieoszlifowanych uczuć


Chciałabym zatrzymać tę ulotność obrazu

Oprawić ją w ramiona ograniczonej zmysłowości.

A niedoskonałości...

Pokryć perfekcyjnym pędzlem rzęs

wena niskich lotów

Wena niskich lotów opętała mą duszę.

Zanim przestanę łapać słowiki w siatkę na motyle

Pozwól, że w cieniu powiek szkic twój ukryję


Złapałeś moje myśli w kosmiczny wymiar snu,

Między gwiazdy włożyłeś moje pragnienie wieczności...


"O pani! Król umarł!"


Dziwię się sama sobie.

Zofia

Madame Sophie dniem nudzi się i ziewa,
A nocą - oczy jej rosną.
Coraz to inny humor przywdziewa
igrając strofą miłosną.
Euforyczna woń perfum jej loki spowija,
jęki wspomnień unoszą się nad nią -
Kwiatem przedziwnym zda się Zofija...
A jakimż to kwiatem?
Niech zgadną.
(A.Osiecka)